Recenzja płyty "Moribuka" zamieszczona na stronie www.folkowa.art.pl
Nazwa Percival Schuttenbach kojarzyla mi się z literaturą fantasy.
Z jednej strony postać sir Parcivala z arturiańskich mitów,
z drugiej Schuttenbach mogłoby być nawziskiej jakiegoś krasnoluda.
No i tak jest również muzycznie z pierwszym kawałkiem na płycie.
Wesoły "Oberek" brzmi jakby elfy pląsać miały po leśnej polanie.
Tytułowa "Moribuka" to już inny klimat. Spokojniejsze i szybsze
elementy przywodzą na myśl wschód - kraje arabskie. Pojawia się tu
też trochę elementów elektronicznych w postaci programowanej perkusji.
Trzeciego utworu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. "Jezioro łabędzie"
Czajkowskiego miało już sporo aranżacji. Tym razem to głownie gitarowe i
elektroniczne popisy Mikołaja Rybackiego. Są nawet skrecze. "Zaszło słonko"
to jedyny na płycie utwór tradycyjny. Jednak i on nosi spore ślady ingerencji.
Około połowy utworu mamy do czynienia z na poły klasyczną na poły heavy metalową
solówką gitarową i soczystymi riffami. W kawałku tym Percival łączy wszystkie elementy
swojej muzyki w jedno. Kompozycji takiej jak "Asurbanipal" nie powstydziłyby się nawet
najlepsze kapele heavy metalowe. Wyraźnie jednak brak tu jakiejś konkretnej linii wokalnej.
Podobnie jest z ostatnim kawałkiem zatytułowanym "Tigglatpilesar".
Całość płyty brzmi jakby grały tu dwie bardzo różne formacje, które spotykają się na
chwilę w utworze "Zaszło słonko". Jakby porównywać, to wygrywa ekipa od "Oberka".
Taclem