Recenzja płyty "Moribuka" zamieszczona na stronie www.rockmetal.pl

Percival Schuttenbach pojawił się w maju 1999 jako grupa złożona z trójki muzyków - Katarzyny Bromirskiej (wiolonczela), Kornelii Rybackiej (bas, sopiłka, instr. perkusyjne) oraz Mikołaja Rybackiego (gitara, mandolina, programowanie). Ich muzyka jest ciekawym połączeniem różnorakich stylów - począwszy od folku, kończąc na wręcz metalowych brzmieniach. Jest tu również wiele brzmień elektronicznych.

Ich demo zatytułowane Moribuka jest właśnie takim tyglem, gdzie mieszają się różne gatunki i składa się z sześciu utworów. Zaczynamy od Oberka, która jest typową folkową melodią, graną głównie na wiolonczeli, słuchając ją przychodzą na myśl rozległe, zielone łąki. Moribuka - tytułowy utwór, jest bardzo ciekawą mieszaniną dźwięków wiolonczeli i mandoliny przywodzących czasami na myśl melodie żydowskie. Na krążku znajduje się naprawdę ciekawa interpretacja Jeziora Łabędziego Piotra Czajkowskiego rozpoczynającą się ciekawym, mrocznym brzmieniem syntezatora, w tle którego przewija się jakby skrzek mewy. Do tego dochodzą późnej bębny i to wszystko sprawia, że wydaje się, iż za chwilę usłyszymy melodię gotycką. Jednak tak nie jest, po kilku cyfrowo generowanych dźwiękach słyszymy wiolonczelę i obraz staje się wyraźny - to Czajkowski, ubarwiony jednak elektronicznym tłem (m.in. automat perkusyjny). To naprawdę bardzo udany utwór. Kolejna kompozycja to melodia tradycyjna - Zaszło słonko. Jak wskazuje tytuł, jest bardzo spokojna, odprężająca, sprawia, że czujemy się nieco ospali. Jednak z tego stanu szybko wyprowadza nas Asurbanipal, kolejny utwór na płycie. Rozpoczyna się szybkim wejściem bębnów, później słyszymy gitarę oraz tradycyjnie już - wiolonczelę. Całkowita zmiana klimatu. Piosenka zagrana szybko i ostro, kojarzyć się może nawet utworami Apocalytpicy. I tak doszliśmy do ostatniej, najmocniejszej pozycji na płycie - Tiglatpilesar'a. Jeżeli poprzedni utwór wydawał się zbyt mało metalowy, to o tym powiedzieć tego NA PEWNO nie można. Zagrany w całości na gitarze z szybkimi partiami bębnów, jest zdecydowanie najmocniejszy na tym CD, choć oczywiście zdarzają się momenty wolniejsze, ubarwiające całość.

Tak więc doszliśmy do końca i rzeczywiście, jak pisze o sobie Percival Schuttenbach, ich muzyka to podróż przez jeden ze światów, który może się nie spodobać lub zachwycić.
Gorąco polecam.

Mariusz "Consus" Kabała