Relacja z wyjazdu na Białoruś, 2002r.

Białoruś. Inny świat. Podobno.
Rzeczywiście - trochę inaczej.
Ale bez przesady.

Przyjechaliśmy na koncerty w styczniu. Zimno strasznie - dla nas, przyzwyczajonych do trochę wyższych temperatur. Tam -20 C nie robi na nikim wrażenia. Na nas zrobiło, zwłaszcza, że nie byliśmy przygotowani do tego - nie mieliśmy czapek, szalików ani rękawiczek. Ale od czego przyjaciele? Zaraz zorganizowali nam to, co trzeba, i już było dobrze. Pierwszy koncert zagraliśmy zaraz po przyjeździe - mieliśmy zaledwie 2 godziny, żeby się umyć, przebrać, coś zjeść. Zmęczeni byliśmy strasznie, ale przecież nie może to mieć wpływu na naszą grę.

Przyszło dużo ludzi - cała sala wypełniona. Nikt nas nie znał, ale to nikomu nie przeszkadzało. U nas w Polsce przeszkadza - nie raz graliśmy dla zaledwie kilku słuchaczy. A tam, nie dość, że przychodzą, to jeszcze w dodatku potrafią sluchać. Coś niesamowitego. Kolejne koncerty - podobnie: pełna sala, gorące owacje. Graliśmy jako "gwiazda z Polski". Trochę dziwnie. Rozdaliśmy sporo autografow. To już w ogóle dla nas nowość. Ale przyjemnie.

Wieczorami oczywiscie imprezy. Z białoruską wódką. Z graniem i śpiewaniem. (No, my może ograniczaliśmy się do grania .. :)) Szkoda, że tak krótko to wszystko trwało...

Katarzyna Bromirska