Relacja z koncertu w Warszawie w klubie "Kopalnia", 2003r.

Miejsce - klub o nazwie kopalnia, do ktorego trafić da się chyba tylko przypadkiem, nie wywarł na mnie większego wrażenia. Nie podobał mi się metalowo/gothycki wystrój i klimat tego dziwacznego miejsca. Jednak przede wszystkim zdumiała mnie dziwna architektura sali. Obawiałem się, że ucierpi na tym muzyka. Jak się później okazało, moje obawy były jak najbardziej zbędne.

Kopalnia jest dosyć kameralnym klubem, przez co nie zgromadziła się tam nadzwyczajna ilość osób - i bardzo dobrze. Z ekipy internetowej oprócz mnie udało się dotrzeć Kaliszowi (który w sumie musiał tam być ;)) Przemko Skalcowi i Sulaco, była też reprezentacja rockmetala.

Koncerty - zaczynał Naamah - rozpoczął dosyć punktualnie. Chłopaki zaczęli od utworku, który nie znajdzie się...(...)

Po ochlonięciu zadowolonej publiki na scenie zaczął ustawiać się zespół Percival Schuttenbach. O zespole wiedziałem bardzo niewiele - nic więcej niż parę dni temu napisał kalisz. Bardzo zaciekawiło mnie już same rozstawianie instrumentów. Były i dzwonki i bambusowe przeszkadzajki, skrzypce, bęben afrykański, elektryczna wiolonczela, gitara basowa, flecik, sampler w postaci disc-man'a ;). Była też oczywiscie gitara elektryczna, a także własnoręcznie wykonane Didjeridu (z jakiejś rury).

To bardzo bogate instrumentarium (jak na kwartet) było wykorzystywane z największa wirtuozerią i precyzją, jednocześnie zespół grał na ogromnym luzie. Sam koncert przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Inspiracji w muzyce Percival'a bylo od groma i ciut ciut. Może wymienię tylko parę zespołów, z którymi owa trupa mi się kojarzyła : (członkowie przed koncertem poubierali sie w poobdzierane luźne ciuchy czy to średniowiecznych czy wiejskich grajków).

Lista niekompletna, kolejność przypadkowa:
Third Ear Band
Suns Of Arqa
Pink Floyd (okres Ummagummy)
King Crimson
After Crying
Rennaisance
Dead Can Dance
Art Zoyd
Univers Zero
Folklor europejski - głównie polski, a także californijski (kto był, ten wie o co chodzi ;))

Trzeba dodać, że jedyną sekcją rytmiczną był ów afrykański bęben, a także elektroniczny krimzonowy połamany ślad beatboxu nagrany na płytce i odpalany z discman'a.

Do tego wszystkiego zespół zaserwował nam bardzo alternatywne kowery takich zespołów metalowych jak King Diamond, Black Sabbath, Megadeth, Slayer czy Death. Większość nie do rozpoznania :)

Oba koncerty były jakby kompletnie przeciwnymi biegunami - jednak czy to dziwna atmosfera miejsca czy wspaniała muzyka spowodowała, że bawiłem sie wspaniale i na pewno bedę ten koncert wspominał długo i miło Gratulacje, i wiecej takich koncertow :)

Grzegorz Ganczewski