Relacja z koncertu w Warszawie w MCKiS, 2003r.

27 marca w stołecznym MCKiSie wystąpiła lubińska formacja folkmetalowa Percival Schuttenbach. Początek - to jak lider kapeli, Mikołaj stwierdził, była to składanka utworów starometalowoludowych częściowo także z pierwszej płyty połączonych w płynnie zmieniającą się całość.

Od początku też na dużym ekranie wyświetlana była projekcja nieco surrealistycznego filmu "Tutmesz Tekal" a muzyka Percivali była w pewnym sensie także muzyką filmową - całkowicie instrumentalną a teksty ukazywały się między obrazami... Film rozpoczął się ujęciem Stonehenge podczas ulewy połączonej z burzą a w przerwach między kawałkami Mikołaj snuł swoją opowieść o pewnym istniejącym tylko wirtualnie mieście, założonym przez tajemniczą postać, która za pomocą magii chciała naprawiać świat ale rzeczywistość okazała się nieco bardziej brutalna. Zaraz potem zabrzmiała metalowo zagrana klezmerka - niesamowity kawałek łączący w sobie brzmienia thrashowe, klezmerskie i odrobinę reggae.

- generalnie podczas tego koncertu różne style muzyczne przeplatały się ze sobą tworząc niesamowity klimat. Zaraz potem "Padał deszczyk padał" (wciąż instrumentalnie) i całość odjechała w kierunku etno-artrocka.

Mikołaj snując dalej opowieść "Tutmesz Tekal" dotarł do momentu, gdy czas i przestrzeń stały się całkowicie względne - "Moribuka" zagrana z furią i metalowym uderzeniem przeszła w brzmienia lekko... celtyckie a zaraz potem w "More Sokol" z bałkańsko połamanym rytmem (a dodać należy, że Percivale grali z automatyczną perkusją). Potem - "Tęsknota", dłuuuugi numer z solówkami skrzypcowymi, samplami, mieszanką artfolka i thrashu - na ekranie film przestał być surrealistyczny i ukazały się scenki znane z projekcji podczas koncertów Laibacha - wojna, obozy, krew, śmierć...

Chwilkę później klimat fantasy powrócił - najpierw w arabsko folkującym bluesie a potem w kawałku określonym jako "Folk Kalifornijski" - składanka wzięta ze Slayera i Kinga Diamonda w wersji folk zakończona bębniarsko-didgeridoo'wym rootsem. Bis - to coś z dawnych czasów, z czasów Rivendella - "Silivren".

Ten koncert był naprawdę niezły - Percivale mogli rozwinąć skrzydła dzięki niezłej akustyce (wielki, wielki szacunek dla akustyka!!!) oraz dzięki możliwości prezentacji multimedialnej - pomysł łączenia video i muzyki na żywo, choć nie nowy (Laibach, Tangerine Dream, ANKH, etc) sprawdził się po raz kolejny. Co więcej - zespół wyszedł daleko poza granice folku, granice artrocka czy metalu i bardzo udanie próbuje łączyć style - jednocześnie nie przekombinowując w drugą stronę. Strasznie szkoda, że koncert ten obejrzała zaledwie garstka ludzi. Pozdrawiam wszystkich.

V.Ziutek