Wywiad dla independent.pl

Ziutek: Pytanko, które zawsze zadaję na początek, tak w skrócie.

Mikołaj Rybacki: Zaczęliśmy trzy lata temu, w tej chwili będzie to już prawie cztery... I gramy, to tak w skrócie.

Ziutek: A szerzej? ;)

Mikołaj: Wydaliśmy drugie oficjalne demo, oczywiście na własny koszt.

Ziutek: OK, pociągnijmy zatem ten temat. Płyta nazywa się "Tutmesz - Tekal", czy mógłbyś rozszyfrować tę nazwę?

Mikołaj: To jest nazwa miasta w którym się dzieje opowieść, którą napisaliśmy. W całości nosi ona tytuł Alhambra, jest jeszcze nie skończona i dosyć obszerna. Tutmesz-Tekal jest wstępem i na razie tylko tę część ujawniamy. Nasza muzyka oraz obrazy które maluje są ilustracją do tej opowieści. Staramy się coraz częściej na koncertach tę opowieść pokazać poprzez muzykę, dświęk, działania teatralne, recytację i filmy. Jest to skomplikowane technicznie więc najczęściej jest tylko muzyka ale kiedyś przyjdzie czas, że będziemy mogli objawić spektakl w całości.

Ziutek: Czyli jest to taka multimedialna prezentacja?

Mikołaj: Tak, to jest coś, nad czym pracujemy od samego początku a ponieważ jest to trudne z powodów technicznych to cały czas rozwija i doskonali.

Ziutek: Czy gracie jakieś koncerty poza Lubinem?

Mikołaj: Raczej w Lubinie, i to takie, które sobie sami od zera zorganizujemy. Zrobimy plakaty, staniemy i będziemy za bilety ściągali. Nigdzie dalej nie da rady. Chyba ze za granicą bo tam jednak bardziej nas doceniają.

Ziutek: Ale graliście też na Mikołajkach Folkowych - i jaki był tego efekt?

Mikołaj: Żaden zupełnie... W długi wpadliśmy... :)))

Ziutek: Czyli mam rozumieć, że jury nie złapało tego folkmetalu czy folkartrocka który gracie?

Mikołaj: Chyba w ogóle, w tym roku też dostałem zaproszenie ale warunki się nie zmieniły, także jest to dla nas zupełnie nieopłacalne, do Lublina mamy jakieś 700 kilometrów a po zeszłorocznych doświadczeniach wiemy, że prawdopodobnie żadnej nagrody pewnie nie zdobędziemy, która pozwoliłaby nam na zwrot kosztów, więc nie ma to żadnego sensu. Zwłaszcza ze wielu ludziom "mogącym" bardzo sie po takich prezentacjach podoba, a póśniej przysyłają kartę zgłoszenia na następny konkurs. Po pierwszych miejscach na festiwalach w Radomiu i Giżycku nie dostaliśmy nawet zaproszenia na następne edycje jako laureaci. Cała idea w tym przypadku traci sens, kapele w konkursie są zapchajdziurami w dodatku nie opłacanymi. Na mikołajkach juz parę razy zajmowałem "wysokie pozycje" i nie niosło to żadnych konsekwencji.

Ziutek: Wasz perkusista odbył długą podróż do Dubaju... Czy zaowocowało to nowymi pomysłami?

Mikołaj: On tam już jeździ od dłuższego czasu, od jakiś sześciu lat i już się trochę uodpornił na wpływy. Zresztą ona tam gra do kotleta, nie ma może dużej styczności z kulturą arabską, bo gra w miejscach, gdzie jest dużo turystów, bogatych i odkulturowionych w pewnym sensie.

Ziutek: A propos koncertów lubińskich - czy były jakieś szczególnie miłe sytuacje na tych koncertach, które zapamiętaliście?

Mikołaj: Cała publiczność metalowa przychodzi teraz na nasze koncerty w Lubinie i kręci włosami do numerów folkowych :)))

Ziutek: Wracając do płyty - czy to była praca w studiu, czy w domu?

Mikołaj: To jest domowa produkcja, wszystko zrobiliśmy u siebie na własny koszt, na własnym sprzęcie bez zupełnie żadnej pomocy i ingerencji z zewnątrz.

Ziutek: Co dokładnie oznacza Percival Schuttenbach i czym jest dla Was?

Mikołaj: To jest imię i nazwisko gnoma z powieści Sapkowskiego. Po prostu podoba nam się jej brzmienie. A ponieważ tak już jest, to w pewien sposób wkręciliśmy do naszej historii tę postać.

Ziutek: A czy Percivale mają miejsce w sieci?

Mikołaj: Tak, mamy stronę www.pecival.px.pl. Być może będziemy też mieli własną domenę niebawem i będzie całkowicie zrobiona na nowo. Moja siostra będzie ją robić a na razie jest ta, którą podałem.

Ziutek: Jaki jest w tej chwili skład? Czy coś się zmieniło?

Mikołaj: Nic się nie zmieniło, to są nadal trzy osoby, ja na gitarze, moja siostra na basie i flecie plus wiolonczelistka ale często współpracujemy z innymi, tak jak kiedyś z OVO, teraz współpracujemy z białoruskim Kniażycem i pojedynczymi muzykami. Na nowej płycie w jednym utworze zaśpiewała nasza znajoma ze szkoły muzycznej w Legnicy. Być może teraz niebawem będziemy współpracować ze skrzypkiem i bębniarzem a także być może z nowym perkusistą.

Ziutek: Chciałbym pociągnąć temat Waszych projektów, najpierw Percival - OVO. Wiem, że on już nie istnieje ale jak to było, wiem, że wydaliście demo?

Mikołaj: Tak ale w środowiskach ludzi odpowiedzialnych za to, co się dzieje w światku folkowym w Polsce, czyli między innymi wśród organizatorów, przeszło bez echa, zainteresowała się publiczność ale z uwagi na to, że organizatorów to nie zainteresowało to trudno to było dalej ciągnąć, co bardzo depresyjnie wpłynęło na wszystkich i na pewno przyczyniło się w dużym stopniu, że już tego nie kontynuujemy.

Ziutek: A jak doszło do Waszego spotkania z Kniażycem i jak współpraca się rozwija?

Mikołaj: Kniażyca poznaliśmy na Paradzie świętojańskiej we Wrocławiu. Ja prowadziłem tam warsztaty muzyczne a Witek z OVO wokalne. Kniażyc był grupą zaproszoną na warsztaty. Potem my odwiedziliśmy ich na Białorusi, razem z OVO pojechaliśmy na wyprawę etnomuzykologiczną. Potem bliżej poznałem przedstawicielkę zespołu Kniażyc :))) , zaprosiłem ją do Polski i zorganizowałem w Lubinie warsztaty śpiewu białoruskiego. I wtedy tak spontanicznie zrobiliśmy parę utworów, zorganizowaliśmy koncert, Natalia była sama więc zagraliśmy podkład do białoruskich pieśni. To się potem spodobało reszcie Kniażyca i wymyśliliśmy wspólnie, żeby oni przyjechali i nagrali z nami coś w Polsce. Nagraliśmy i mamy zamiar to kontynuować.

Ziutek: A czy ten materiał będzie jakoś do zdobycia, czy będzie można to gdzieś nabyć i posłuchać?

Mikołaj: Na pewno będzie można, tylko jeszcze nie wiem, czy w tej wersji czy na przykład nie nagramy tego wszystkiego jeszcze raz, ponieważ studio było zbyt ubogie i pewne rzeczy nie wyszły. Ale jeśli to się nie uda, to ten materiał, który już jest po odpowiednim zmiksowaniu na pewno będzie dostępny.

Ziutek: A czy Waszą pierwszą płytę można gdzieś jeszcze zdobyć?

Mikołaj: Oczywiście, można ją cały czas kupić u nas chociażby przez naszą stronę internetową. I właściwie tylko u nas, bo nikt inny jej nie rozprowadza.

Ziutek: A powiedz mi taką rzecz a propos pierwszego dema - tam było dużo brzmień ciężkich, metalowych, na nowej widzę, że staracie się przejść bardziej w stronę artrocka. Czy to jest naturalny rozwój czy próba odskoczni?

Mikołaj: Nie, to jest naturalny rozwój. Zresztą na tej nowej płycie też jest kilka kawałków mocnych, jeden nawet bardzo mocny, są też przeróbki utworów Slayera w wersji folkowej. Tak w ogóle to my nie odchodzimy w inne strony, realizujemy swoją własną koncepcję, która już była na samym początku zespołu ustalona, ale jest trudna technicznie, dlatego cały czas poszukujemy. Na nowej płycie jest też dużo brzmień elektronicznych, są dświęki syntezatorów analogowych, dużo eksperymentów w tę stronę.

Ziutek: A czy planujecie wspólne koncerty z Kniażycem na Białorusi?

Mikołaj: Tak, byliśmy gwiazdą festiwalu "Rock-Koło" w Nowopołocku, graliśmy też na Uniwersytecie Połockim.

Ziutek: I jak było? Jak zostaliście przyjęci?

Mikołaj: Bardzo, bardzo dobrze. Prawdę mówiąc jesteśmy jeszcze w szoku i nie możemy tego obiektywnie ocenić. Jedno jest pewne, wszyscy mamy skurcze od rozdawania autografów :)

Ziutek: Wielkie dzięki za wywiad.

Mikołaj: Proszę bardzo