Recenzje

Zamieściliśmy tutaj kilka recenzji naszych dotychczasowych nagrań, oraz relacje z kilku koncertów.

Jeśli chciałbyś napisać recenzję naszej muzyki lub podzielić się swoimi wrażeniami z koncertu, nie krępuj się :) wal śmiało na maila - percivalschuttenbach@wp.pl - x przyjemnością je zamieścimy :)

Recenzje:

REKACJA POGAŃSKA- recenzja z www.metalcentre.pl

"Reakcja Pogańska" jest kolejnym albumem folkowo metalowej hordy z Lubina, która dumnie określiła swoje przedsięwzięcie jako New Wave Of Polish Heavy Folk. I powiem szczerze, że owo określenie idealnie pasuje do charakteru kapeli.

PERCIVAL SCHUTTENBACH jest sensu stricte folkowo metalowym bandem, gdyż jego kompozycje to w większości metalowe aranżacje ludowych pieśni słowiańskich, zawierających nie tylko ludowe melodie ale i teksty (oraz język) zaczerpnięte ze słowiańskiego folkloru będące miksem pieśni Polskich, Białoruskich, Bułgarskich oraz Ukraińskich. Mało tego, w utworach usłyszymy poza typowym rockowym instrumentarium, grę na tradycyjnych instrumentach typu mandolina, róg, ligawa, instrumenty smyczkowe i liczne wspomagajki.

Muzyka jest bardzo energiczna, melodyjna, swoiście klimatyczna, zarówno skoczna jak i melancholijna czy też z tak zwanym pazurem, gdzie przeplatają się ciężkie, dynamiczne gitarowe riffy, rytmiczne uderzenia instrumentów perkusyjnych z folkowymi melodiami i zadziornymi lub nostalgicznymi wokalami (głównie żeńskimi). Na uwagę zasługuje warstwa liryczna skupiająca się na życiu i kulturze średniowiecznej oraz wydarzeniach z tamtej epoki. Przy okazji można posłuchać ówczesnych języków, które przy metalowej oprawie brzmią bardzo kuriozalnie ale i oryginalnie. Choć PERCIVAL SCHUTTENBACH, o ile mi wiadomo, jest raczej jedyną w swoim rodzaju tego typu polską kapelą to niektóre momenty kojarzą się z dokonaniami ANKH (wyłącznie za sprawą połączenia rockowo-metalowych gitar z niektórymi partiami smyczków) czy też STOS (dzięki ostrzejszym partiom damskich wokaliz; miejscami ten drapieżny kobiecy śpiew jest bliski śpiewowi Ireny Bol). Jednak to tylko nieznaczne asocjacje nie wpływające na ogólną całość. Nieco odmiennym klimatycznie kawałkiem z „Reakcji Pogańskiej” jest „Satanismus (Braniewo song)”, który raczej ma najmniej wspólnego ze średniowiecznym folklorem, aczkolwiek mimo swojej chwilami typowo metalowej aranżacji ma w sobie duszę i prezentuje mroczno-melancholijno-satyryczny ton (skupiając sobie wielojęzyczną warstwę liryczną – język niemiecki, łaciński, polski, angielski, a może i nawet neologizmy).

Album wydany jest w postaci digipacku, z apetyczną "pogańską zakonnicą" w środku . I jak głosi "Bajka o melodii" zawarta tam muzyka i „dźwięki radują serca, a rytm nadaje sens. (…) Stęsknionym, pokaże miłość. Smutnych, rozbawi. Zmęczonych, ukoi. (…) Melodia ta, bowiem, jest magiczna."

Zamknij

TUTMESZ-TEKAL- recenzja z www.gazeta.vivo.pl

Lubińskie folkmetalowe trio Percival Schuttenbach wydało drugą płytę i podobnie jak w przypadku pierwszej rozprowadzane jest własnym sumptem. Zespół odszedł nieco od ciężkiego grania i w przypadku tego materiału należałoby raczej mówić o artrockfolku.

Dwanaście bardzo różnych od siebie numerów - od programowanego komputerowo etnotechno z wstawkami reggae, przez progmetal (często w obrębie jednego utworu) po folkowe interpretacje Slayera, Deathu i Megadeth - stanowi jednocześnie materiał dźwiękowy do przedstawienia wizualno-multimedialnego "Tutmesz-Tekal" utrzymanego w konwencji fantasy (o ile w przypadku Percivali mówić można o jakichkolwiek konwencjach). Klimat zmienia się płynnie, od szybkich riffów i solówek gitarowych po nasycone elektroniką etno, zaskakujące zmiany faz i tempa nie pozwalają się nudzić i muszę przyznać, że muzycznie Percivale poszli do przodu i mile zaskoczyli. Bardzo żałuję, że zespół ten ze swoimi niekonwencjonalnymi pomysłami, eksperymentami i działalnością teatralną cały czas pozostaje w najgłębszym muzycznym podziemiu. CD "Tutmesz-Tekal" jest de facto nieźle zrealizowaną demówką do nagrania której (w studiu RedBaaron) Percival Schuttenbach zaprosili między innymi Natalię z białoruskiej formacji Kniażyc.

V.Ziutek

Zamknij

TUTMESZ-TEKAL- recenzja z Gitara i Bas

Trio PERCIVAL SCHUTTENBACH usiłuje połączyć to, co pasuje do siebie jak pięść do nosa: szeroko pojęty folk (białoruski, bliskowschodni, iberyjski itp.) z radykalnym metalem. I tak na omawianym tutaj demo, poza instrumentalnymi kompozycjami lidera zespołu, gitarzysty Mikołaja Rybackiego, znalazły się zarówno białoruska pieśń ludowa, jak i Folk kalifornijski- kompozycja na motywach SLAYERA, MAGADETH i DEATH.

Typowo gitarowych odniesień, świadomych bądź nieświadomych, szukałbym w rocku bardziej klasycznym, u Mike'a Oldfielda, a nawet Jana Akkermana (zob. np. tytułowy Tutmesz-Tekal).Jest to zatem przywołanie absolutnie "górnej półki" gitarowego wykonawstwa, ale - jak mi się wydaje- adekwatne do tych fragmentów, gdzie Rybacki prezentuje się jako gitarzysta poszukujący nowych brzmień i oryginalnych rozwiązań harmonicznych. A wszystko to na tyle sprawne, muzycznie wyrafinowane, że zasługuje na baczniejszą uwagę. W końcu nie co dzień zdarzają się udane połączenia brzmień gitary elektrycznej i wiolonczeli, jeszcze rzadziej niewiasty sięgają po gitarę basową i kontrabas i wycinają na nich, że hej (ho), a w PERCIVALU, proszę bardzo!

Podobać się może klimat poszukiwania, poznawania zakrytych dotąd regionów, zapomnianych muzycznych światów, a też - jak mi się wydaje - chęć estetycznej transgresji, przekraczania "stereotypów" instrumentalnych i melodycznych przypisywanych określonym nurtom stylistycznym.

Od członków zespołu, od ich wyobraźni i wiedzy zależy czy będzie to podróż do kresu nocy, czy wyprawa po złote runo.

Krzysztof Kuczkowski

Zamknij

MORIBUKA- recenzja z www.rockmetal.pl

Percival Schuttenbach pojawił się w maju 1999 jako grupa złożona z trójki muzyków - Katarzyny Bromirskiej (wiolonczela), Kornelii Rybackiej (bas, sopiłka, instr. perkusyjne) oraz Mikołaja Rybackiego (gitara, mandolina, programowanie). Ich muzyka jest ciekawym połączeniem różnorakich stylów - począwszy od folku, kończąc na wręcz metalowych brzmieniach. Jest tu również wiele brzmień elektronicznych.

Ich demo zatytułowane Moribuka jest właśnie takim tyglem, gdzie mieszają się różne gatunki i składa się z sześciu utworów. Zaczynamy od Oberka, która jest typową folkową melodią, graną głównie na wiolonczeli, słuchając ją przychodzą na myśl rozległe, zielone łąki. Moribuka - tytułowy utwór, jest bardzo ciekawą mieszaniną dźwięków wiolonczeli i mandoliny przywodzących czasami na myśl melodie żydowskie. Na krążku znajduje się naprawdę ciekawa interpretacja Jeziora Łabędziego Piotra Czajkowskiego rozpoczynającą się ciekawym, mrocznym brzmieniem syntezatora, w tle którego przewija się jakby skrzek mewy. Do tego dochodzą późnej bębny i to wszystko sprawia, że wydaje się, iż za chwilę usłyszymy melodię gotycką. Jednak tak nie jest, po kilku cyfrowo generowanych dźwiękach słyszymy wiolonczelę i obraz staje się wyraźny - to Czajkowski, ubarwiony jednak elektronicznym tłem (m.in. automat perkusyjny). To naprawdę bardzo udany utwór. Kolejna kompozycja to melodia tradycyjna - Zaszło słonko. Jak wskazuje tytuł, jest bardzo spokojna, odprężająca, sprawia, że czujemy się nieco ospali. Jednak z tego stanu szybko wyprowadza nas Asurbanipal, kolejny utwór na płycie. Rozpoczyna się szybkim wejściem bębnów, później słyszymy gitarę oraz tradycyjnie już - wiolonczelę. Całkowita zmiana klimatu. Piosenka zagrana szybko i ostro, kojarzyć się może nawet utworami Apocalytpicy. I tak doszliśmy do ostatniej, najmocniejszej pozycji na płycie - Tiglatpilesar'a. Jeżeli poprzedni utwór wydawał się zbyt mało metalowy, to o tym powiedzieć tego NA PEWNO nie można. Zagrany w całości na gitarze z szybkimi partiami bębnów, jest zdecydowanie najmocniejszy na tym CD, choć oczywiście zdarzają się momenty wolniejsze, ubarwiające całość.

Tak więc doszliśmy do końca i rzeczywiście, jak pisze o sobie Percival Schuttenbach, ich muzyka to podróż przez jeden ze światów, który może się nie spodobać lub zachwycić. Gorąco polecam.

Mariusz "Consus" Kabała

Zamknij

MORIBUKA- recenzja z www.folkowa.art.pl

Nazwa Percival Schuttenbach kojarzyla mi się z literaturą fantasy. Z jednej strony postać sir Parcivala z arturiańskich mitów, z drugiej Schuttenbach mogłoby być nawziskiej jakiegoś krasnoluda. No i tak jest również muzycznie z pierwszym kawałkiem na płycie. Wesoły "Oberek" brzmi jakby elfy pląsać miały po leśnej polanie.

Tytułowa "Moribuka" to już inny klimat. Spokojniejsze i szybsze elementy przywodzą na myśl wschód - kraje arabskie. Pojawia się tu też trochę elementów elektronicznych w postaci programowanej perkusji. Trzeciego utworu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. "Jezioro łabędzie" Czajkowskiego miało już sporo aranżacji. Tym razem to głownie gitarowe i elektroniczne popisy Mikołaja Rybackiego. Są nawet skrecze. "Zaszło słonko" to jedyny na płycie utwór tradycyjny. Jednak i on nosi spore ślady ingerencji. Około połowy utworu mamy do czynienia z na poły klasyczną na poły heavy metalową solówką gitarową i soczystymi riffami. W kawałku tym Percival łączy wszystkie elementy swojej muzyki w jedno. Kompozycji takiej jak "Asurbanipal" nie powstydziłyby się nawet najlepsze kapele heavy metalowe. Wyraźnie jednak brak tu jakiejś konkretnej linii wokalnej. Podobnie jest z ostatnim kawałkiem zatytułowanym "Tigglatpilesar". Całość płyty brzmi jakby grały tu dwie bardzo różne formacje, które spotykają się na chwilę w utworze "Zaszło słonko". Jakby porównywać, to wygrywa ekipa od "Oberka".

Taclem

Zamknij

Relacje z koncertów:

Kostrzyn, Przystanek Woodstock - Scena Folkowa, 2004r.

Slava!!!
Leże na śpiworze, w cieniu czyjegoś namioty i konam. A tu nagle, jak po djable słysze coś czego mi brakowało! Muzyka to mało. Jak fala, morska bryza, otuliły mnie dzwięk schładzając mój zmącony umysł...

...Ale nic już spalony od słońca nadal leże, myśle nie wierze, musze sprawdzić co wydaje taki dzwięki na folkowej scenie? Wstaje, biegne, potykam się o nagle nie widoczne linki namiotów, i co widze??? No co? Młody basista, piękna wiolonczelistka:) POZDRAWIAM! W tle perkusista
A tu bez rymu, bez słów Wiking???

Otoczeni instrumentami, brak im rąk myśle? Stoje osłupiały, wypadają mi gały, cały z zadumy obesrany, ciesze michą jak dziecko. Zajebista muzyka myśle!!! Ciekawe jak by wyglądała z elektroniką?...

...Znowu cios pozytywny kower Kalifornijskiego brzmienia, na tym się wychowałem( TY,TY,TY,DYRYRYŁ,DYRYRYŁ,DYRYRYŁ,TY,TY,TY). Klaszcze jak jakis palant w rytm muzyki, do okoła mnie za młode pryki, niewielu poznało chyba o co chodzi;(. Znowu BOOM!!! Dalsza część ref. szok! Radośnie?!?! Pełna ekspresja! Ze śmiechem na twarzy bije brawo choć to jeszcze nie koniec... ...Tak, tak to dopiero przeżycie!

Zaraz po waszym koncercie kupiłem płyte Tutmesz-tekal. I trafiło mnie przez cały Woodstock marudziłem dziewczynie że chce jak najszybciej wsłuchać się w ten magiczny krązek, który był dla mnie wielką zagadką. Wracam do domowego ogniska, szypko znika jadła miska, siadam przed techniksa(bez angielszczyzny:), słucham a tu elektronika( mało co bym się nie spuścił), a tak sobie jeszcze dwa dni temu rozmyślałem jak by to wyglądało? Muzyka którą tworzycie jest naprawde"ukulelejeahhhhh"!!!

Co się będe rospisywał, tak bym do białego rana. Oj! Do bielusiego!!!

Jarosław "Duch" Dąbrowski

Zamknij

Warszawa, Państwowe Muzeum Etnograficzne, 2003r. z Paprika Korps

relacja z www.rockmetal.pl
wystąpili: Percival Schuttenbach; Paprika Korps
miejsce, data: Warszawa, Państwowe Muzeum Etnograficzne, 28.03.2003

Koncerty folkowe w Muzeum Etnograficznym miały podobno dość długą tradycję. Nie wiedziałem o tym, a impreza, na którą trafiłem, była już niestety ostatnią. Słowo "folkowe" nie do końca oddaje charakter tego koncertu, ponieważ oba występujące zespoły wprawdzie z szeroko pojętej muzyki etnicznej czerpały, jednak podawały ją we własnym, oryginalnym "sosiku".

Występ rozpoczęła lubińska formacja Percival Schuttenbach. Bardzo cenię ten zespół za oryginalność i bezkompromisowość. W największym skrócie jest to mieszanka folku, rocka progresywnego i metalu, artystów cechuje jednak pewna przewrotność, ponieważ o ile ludowe tematy odgrywane są z rockowym czadem i zacięciem, to motywy zdecydowanie rockowe (takie jak na przykład "Folk Kalifornijski" - wiązanka "melodii" ;) Slayera i Megadeth) brzmią dla odmiany czysto folkowo. Kapela w bardzo udany sposób udowodniła, że do grania energetycznej, nieraz ocierającej się o wirtuozerię, muzyki wystarczy skromny skład - gitara elektryczna, basowa i elektryczna wiolonczela. Do tego perkusyjne podkłady z "pudełka". Wszystko razem tworzy efekt dość baśniowy, tajemniczy i nastrojowy. Skłaniający raczej do słuchania w skupieniu niż do szaleńczej zabawy. I tak właśnie reagowała publiczność - w czasie utworów skupiona i oczarowana, w przerwach nagradzała muzyków gromkimi oklaskami.

Generalnie koncert można uznać za naprawdę udany. Mam nadzieję, że organizatorom cyklicznych foklowych imprez uda się znaleźć dla nich nowe miejsce, ponieważ szkoda by było, aby tak ciekawy cykl zniknął z koncertowego krajobrazu stolicy.

Adam "kalisz" Kaliszewski

Zamknij

Warszawa, MCKiS, 2003r.

27 marca w stołecznym MCKiSie wystąpiła lubińska formacja folkmetalowa Percival Schuttenbach. Początek - to jak lider kapeli, Mikołaj stwierdził, była to składanka utworów starometalowoludowych częściowo także z pierwszej płyty połączonych w płynnie zmieniającą się całość.

Od początku też na dużym ekranie wyświetlana była projekcja nieco surrealistycznego filmu "Tutmesz Tekal" a muzyka Percivali była w pewnym sensie także muzyką filmową - całkowicie instrumentalną a teksty ukazywały się między obrazami... Film rozpoczął się ujęciem Stonehenge podczas ulewy połączonej z burzą a w przerwach między kawałkami Mikołaj snuł swoją opowieść o pewnym istniejącym tylko wirtualnie mieście, założonym przez tajemniczą postać, która za pomocą magii chciała naprawiać świat ale rzeczywistość okazała się nieco bardziej brutalna. Zaraz potem zabrzmiała metalowo zagrana klezmerka - niesamowity kawałek łączący w sobie brzmienia thrashowe, klezmerskie i odrobinę reggae

- generalnie podczas tego koncertu różne style muzyczne przeplatały się ze sobą tworząc niesamowity klimat. Zaraz potem "Padał deszczyk padał" (wciąż instrumentalnie) i całość odjechała w kierunku etno-artrocka.

Mikołaj snując dalej opowieść "Tutmesz Tekal" dotarł do momentu, gdy czas i przestrzeń stały się całkowicie względne - "Moribuka" zagrana z furią i metalowym uderzeniem przeszła w brzmienia lekko... celtyckie a zaraz potem w "More Sokol" z bałkańsko połamanym rytmem (a dodać należy, że Percivale grali z automatyczną perkusją). Potem - "Tęsknota", dłuuuugi numer z solówkami skrzypcowymi, samplami, mieszanką artfolka i thrashu - na ekranie film przestał być surrealistyczny i ukazały się scenki znane z projekcji podczas koncertów Laibacha - wojna, obozy, krew, śmierć...

Chwilkę później klimat fantasy powrócił - najpierw w arabsko folkującym bluesie a potem w kawałku określonym jako "Folk Kalifornijski" - składanka wzięta ze Slayera i Kinga Diamonda w wersji folk zakończona bębniarsko-didgeridoo'wym rootsem. Bis - to coś z dawnych czasów, z czasów Rivendella - "Silivren".

Ten koncert był naprawdę niezły - Percivale mogli rozwinąć skrzydła dzięki niezłej akustyce (wielki, wielki szacunek dla akustyka!!!) oraz dzięki możliwości prezentacji multimedialnej - pomysł łączenia video i muzyki na żywo, choć nie nowy (Laibach, Tangerine Dream, ANKH, etc) sprawdził się po raz kolejny. Co więcej - zespół wyszedł daleko poza granice folku, granice artrocka czy metalu i bardzo udanie próbuje łączyć style - jednocześnie nie przekombinowując w drugą stronę. Strasznie szkoda, że koncert ten obejrzała zaledwie garstka ludzi. Pozdrawiam wszystkich.

V.Ziutek

Zamknij

Warszawa, "Kopalnia", 2003r. razem z Nammah

wystąpili: Percival Schuttenbach; Naamah
miejsce, data: Warszawa, Kopalnia, 5.01.2003

Niedzielny koncert w ramach cyklicznej imprezy "Wciąż Wierzę w Wąski Tor" w warszawskim klubie "Kopalnia" upłynął pod znakiem folku i metalu. Jako pierwsza na małej scenie przed kilkudziesięciosobową publicznością wystąpiła formacja Naamah.

Od dłuższego czasu grupa konsekwentnie oddala się od gotyckiego metalu, powoli kierując się ku bardziej progresywnemu graniu - niech za przykład świadczy nowy, instrumentalny numer, rozpoczynający wieczór: ostry, metalowy i "połamany". Resztę dobrego, godzinnego występu wypełniły kompozycje noszące pewne znamiona progresji, jednak na pewno śpiew Ani Panasz, długo jeszcze będzie kojarzył muzykę Naamah z "gotyckimi" klimatami. Jeszcze w tym miesiącu nakładem Metal Mind Productions ukaże się nowy materiał zespołu zatytułowany "Ultima" i właśnie kompozycje z tego, takie jak "Dyrygent", "Noli Me Tangere", "Eternal Fear", zdominowały koncert. Pojawiła się też nowa wersja kawałka "Twoja". Występ Naamah został ciepło przyjęty przez publiczność.

Gościem imprezy był lubiński Percival Schuttenbach, formacja doskonale mieszcząca się w czymś, co określa się mianem folk metalu. Instrumentarium kwartetu, w połowie żeńskiego, w połowie męskiego - z tym że żeńska część miała raczej smutny wyraz twarzy, podczas gdy panowie zabawiali publikę żarcikami i pogaduszkami - składało się, oprócz gitary i basu, także z bębenka, wiolonczeli o ciekawej budowie, a także sporadycznie używanego fletu; w niektórych utworach zespół korzystał także z podkładu perkusyjnego. W ciągu kilkudziesięciominutowego występu Percival Schuttenbach płynnie poruszał się zarówno w obszarach bardzo folkowych, wykonując chociażby jakąś pieśń ludową (trzeba przyznać, że niektóre kawałki w tej stylistyce brzmiały bardzo czadowo), jak i metalowych - wśród niespodzianek pojawił się cover King Diamond "A Visit From The Dead". Niezwykle ciekawy występ zakończył, chyba ku zaskoczeniu wszystkich, utwór "Folk Kalifornijski" będący połączeniem numerów Slayer "Reign In Blood" i "Seasons In The Abyss".

m00n

Zamknij

Warszawa, "Kopalnia", 2003r. razem z Nammah II

Miejsce - klub o nazwie kopalnia, do ktorego trafić da się chyba tylko przypadkiem, nie wywarł na mnie większego wrażenia. Nie podobał mi się metalowo/gothycki wystrój i klimat tego dziwacznego miejsca. Jednak przede wszystkim zdumiała mnie dziwna architektura sali. Obawiałem się, że ucierpi na tym muzyka. Jak się później okazało, moje obawy były jak najbardziej zbędne.

Kopalnia jest dosyć kameralnym klubem, przez co nie zgromadziła się tam nadzwyczajna ilość osób - i bardzo dobrze. Z ekipy internetowej oprócz mnie udało się dotrzeć Kaliszowi (który w sumie musiał tam być ;)) Przemko Skalcowi i Sulaco, była też reprezentacja rockmetala.

Koncerty - zaczynał Naamah - rozpoczął dosyć punktualnie. Chłopaki zaczęli od utworku, który nie znajdzie się...(...)

Po ochlonięciu zadowolonej publiki na scenie zaczął ustawiać się zespół Percival Schuttenbach. O zespole wiedziałem bardzo niewiele - nic więcej niż parę dni temu napisał kalisz. Bardzo zaciekawiło mnie już same rozstawianie instrumentów. Były i dzwonki i bambusowe przeszkadzajki, skrzypce, bęben afrykański, elektryczna wiolonczela, gitara basowa, flecik, sampler w postaci disc-man'a ;). Była też oczywiscie gitara elektryczna, a także własnoręcznie wykonane Didjeridu (z jakiejś rury).

To bardzo bogate instrumentarium (jak na kwartet) było wykorzystywane z największa wirtuozerią i precyzją, jednocześnie zespół grał na ogromnym luzie. Sam koncert przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Inspiracji w muzyce Percival'a bylo od groma i ciut ciut. Może wymienię tylko parę zespołów, z którymi owa trupa mi się kojarzyła : (członkowie przed koncertem poubierali sie w poobdzierane luźne ciuchy czy to średniowiecznych czy wiejskich grajków)

Lista niekompletna, kolejność przypadkowa:

  • Third Ear Band
  • Suns Of Arqa
  • Pink Floyd (okres Ummagummy)
  • King Crimson
  • After Crying
  • Rennaisance
  • Dead Can Dance
  • Art Zoyd
  • Univers Zero
  • Folklor europejski - głównie polski, a także californijski (kto był, ten wie o co chodzi ;))

Trzeba dodać, że jedyną sekcją rytmiczną był ów afrykański bęben, a także elektroniczny krimzonowy połamany ślad beatboxu nagrany na płytce i odpalany z discman'a.

Do tego wszystkiego zespół zaserwował nam bardzo alternatywne kowery takich zespołów metalowych jak King Diamond, Black Sabbath, Megadeth, Slayer czy Death. Większość nie do rozpoznania :)

Oba koncerty były jakby kompletnie przeciwnymi biegunami - jednak czy to dziwna atmosfera miejsca czy wspaniała muzyka spowodowała, że bawiłem sie wspaniale i na pewno bedę ten koncert wspominał długo i miło Gratulacje, i wiecej takich koncertow :)

Grzegorz Ganczewski

Zamknij

Połock - Novopołock, Białoruś, 2002r.

Białoruś. Inny świat. Podobno.
Rzeczywiście - trochę inaczej.
Ale bez przesady.

Przyjechaliśmy na koncerty w styczniu. Zimno strasznie - dla nas, przyzwyczajonych do trochę wyższych temperatur. Tam -20 C nie robi na nikim wrażenia. Na nas zrobiło, zwłaszcza, że nie byliśmy przygotowani do tego - nie mieliśmy czapek, szalików ani rękawiczek. Ale od czego przyjaciele? Zaraz zorganizowali nam to, co trzeba, i już było dobrze. Pierwszy koncert zagraliśmy zaraz po przyjeździe - mieliśmy zaledwie 2 godziny, żeby się umyć, przebrać, coś zjeść. Zmęczeni byliśmy strasznie, ale przecież nie może to mieć wpływu na naszą grę.

Przyszło dużo ludzi - cała sala wypełniona. Nikt nas nie znał, ale to nikomu nie przeszkadzało. U nas w Polsce przeszkadza - nie raz graliśmy dla zaledwie kilku słuchaczy. A tam, nie dość, że przychodzą, to jeszcze w dodatku potrafią sluchać. Coś niesamowitego. Kolejne koncerty - podobnie: pełna sala, gorące owacje. Graliśmy jako "gwiazda z Polski". Trochę dziwnie. Rozdaliśmy sporo autografow. To już w ogóle dla nas nowość. Ale przyjemnie.

Wieczorami oczywiscie imprezy. Z białoruską wódką. Z graniem i śpiewaniem. (No, my może ograniczaliśmy się do grania .. :)) Szkoda, że tak krótko to wszystko trwało...

Katarzyna Bromirska

Zamknij

Lublin, Mikołajki Folkowe, 2001r.

Na koniec wystąpili faworyci - kompletnie niedocenieni, jak się jeszcze tego samego dnia okazało, przez jury artrockowo - folkmetalowi Percival Schuttenbach - tej muzyki nie da się opisać w kilku słowach... Współdziałanie gitary, perkusji z wiolonczelą i pogańsko (w dobrym słowa znaczeniu) - gothic'kim klimatem stworzyło klimacik niepowtarzalny.

Wyniki jakie były, takie były. Nie chcę więcej komentować, moim zdaniem kolejność powinna być następująca:

  • ex equo 1/2.Percival Schuttenbach / Dżezva
  • ex equo II 3/4.Yarehma/Rimead
  • wyróżnienie: SKW ewentualnie Folkiestra.

Podsumowując cały klimat MF2001 - goście zagraniczni zaprezentowali naprawdę wysoki poziom, natomiast jeśli chodzi o konkurs - ten z 2000-go roku był bez dwóch zdań o niebo lepszy! Do tego werdykt jury - trochę dla mnie (i nie tylko dla mnie) niezrozumiały. Szkoda Percivali, szkoda Dżezvy, kapel konkursowych, które rzeczywiście zagraly kawał dobrego folku ale nie kompletnie nie zostały docenione. No cóż, może za rok w tym temacie będzie lepiej. Pozostaje cieszyć się z udanych występów Spassova i Kárpátii oraz zobaczenia Urii, szkoda, że ci ostatni tak późno, pierwsza trzydzieści w nocy po kilku godzinach koncertu to nie jest najlepszy czas na słuchanie psychodelii na przesterach :)))

Cieszy też, że stołeczna Dżezva w nowym składzie i z nowym, świeżym materiałem powraca na scenę folkową, cieszy też, że lubiński Percival Schuttebach nadal kroczy folkmetalową drogą i przeciera szlaki dla tego gatunku muzycznego w Polsce...

Ziutek i Gignolla

Zamknij

Lublin, Mikołajki Folkowe, 2000r.jako: Percival - Ovo

Po nich na scenie zapanowała muzyka ponad podziałami, czyli projekt PERCIVAL - OVO: - psychodeliczny wstęp (bas + talerzyk na strunach gitary elektrycznej), dalej teatr dźwięku z wibrującą wiolonczelą i z wokalem z głębi publiki podążającym wolno w kierunku sceny - garmoszka współpracująca z gitarą czyli ... "Sokół mi lata wysoko" !!! - wokalowi założono rękawiczkę do gry na bębnie, ruszyła też drumla, wiolonczela i trójkąt, utwór był w klimacie hymnowym, tak sobie pomyślałem, że gdyby Laibach nagrał coś folkowego, to właśnie tak by to brzmiało - lekko przesterowana gitara współpracująca z kobzą i chóralnymi wokalami stanowiła akompaniament do symulowanej walki na kije, którymi wybijano rytm, rewelacja!!!

Jury ustaliło, że pierwsze miejsce zajęła Sarankina, drugie miejsce Buki a trzecie ex equo Lautari Folk Band i projekt Percival - Ovo. Siłą rzeczy rozgorzały dyskusje i pewnie jeszcze długo trwać będą. Moim zdaniem wybór jest średnio trafny, jako, ze Sarankina nie zaprezentowała niczego specjalnego ( mamy już Dikandę i Sie Gra), Buki to jeszcze młodziaki i niech się jeszcze doszlifują a Lautari FB nie ma sekcji. Percival - Ovo powinno dostać przynajmniej drugie miejsce ze względu na nowatorskie podejście do folku. Jako faworyta widziałem raczej Skąd Inąd, Gosci Z Nizin i Dzieżvę (za folk miejski). Podkreślam - to tylko moje zdanie...

V.Ziutek

Zamknij